4 rzeczy, których nie zdążyłam zrobić przed dwudziestką, a teraz już mi się nie chce

tumblr_inline_n09al9cvL01qa43er

Jak ma się te -naście czy świeżo upieczone -dzieścia lat to bardzo łatwo uwierzyć, że na wszystko w życiu jest jeszcze czas i że właściwie wszystko dopiero przed Tobą. Pomocne dorosłe głosy z każdej strony podszeptują, na co jeszcze jest dla Ciebie za wcześnie, z czym warto zaczekać i na co liczyć. Skupieni na Całym Życiu, które Mamy Jeszcze Przed Sobą, nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak wiele planów i marzeń umyka nam i blaknie gdzieś po drodze.

Widywałam już w różnych zakamarkach sieci spisy postanowień i checklisty do odhaczania sukcesów na każdym kolejnym etapie życia… Nie widziałam jednak, żeby ktoś jakoś szczególnie chwalił się tym, czego nie zdążył zrobić.

No to ja spróbuję.

Zawsze najbardziej kusił mnie akurat ten etap życia, na którym aktualnie się nie znajdowałam. Całe przedszkole marzyłam, by móc wreszcie pójść do szkoły, gdzie wreszcie nie dręczyliby mnie obowiązkowym leżakowaniem; gdzieś do 10 roku życia pragnęłam zostać nastolatką, a gdy tylko nią zostałam zamarzyła mi się dorosłość; w liceum marzyłam o studiach, na studiach marzy mi się sympatyczny etacik; jak zacznie się etacik zapewne szybciutko zatęsknię za błogimi czasami liceum, a niedługo później również za leżakowaniem… I tak w kółko.

Najbardziej symptomatyczny (oprócz oczywiście dość przygnębiającej ulotności czasu) jest w tym wszystkim jednak fakt, że to, co w okresie t-1 wydaje się ziszczeniem marzeń, Everestem spełnienia i szczytem możliwości, w okresie już wcale takie kuszące i powalające nie jest. Jest to jedna z głównych przyczyn, dla których pewne marzenia warto po prostu przeczekać, a innym można bez żalu pozwolić odejść. Choć oczywiście są i takie, które po prostu muszą jeszcze trochę dojrzeć i z listy do zrobienia przed dwudziestką przeprowadzić się na listę do zrobienia przed trzydziestką.

Rzeczy, których nie zrobiłam przed dwudziestką, a teraz już mi się nie chce

Szalona podróż furgonetką po Europie

Komu nigdy nie zamarzył się fantastycznie spontaniczny Eurotrip i kto nigdy nie planował wyruszyć na niego od razu po maturze niech pierwszy rzuci kamień, smartfona czy co tam chce. Prawda jest taka, że wszyscy byliśmy kiedyś wariatami, którym nie przeszkadzał brak ciepłej wody i kamień pod materacem. Czasy się jednak zmieniły i teraz nie ruszam się nigdzie bez rezerwacji, gwarancji łóżka i toalety w budynku.

Dredy

Okej, sprostowanie…Wprawdzie na pewnym etapie mojego życia miałam mały epizod z dredami, o którym mówi 22 przypadkowy fakt o mnie, ale nigdy przenigdy nie odważyłam się na więcej niż te wspomniane 3 dredy, które nota bene śmiesznie łatwo można było ukryć pod resztą włosów. Oczywiście w wieku lat piętnastu sprzedałabym duszę za faceta z dredami (i najlepiej gitarą), jednak wizja tego jak taka klucha jak ja będzie później wyglądać z krótkimi włosami skutecznie odciągnęła mnie od wypróbowania tego na własnej głowie.

Piercing

Moja zbuntowana dusza całkowicie gryzie się z niewinnym wyglądem, chwytałam się więc różnych sposobów zaostrzenia swego wizerunku. Jednym z pomysłów był oczywiście piercing, chociaż kiedy już przyszło co do czego, nigdy nie odważyłam się na przekłucie czegoś innego niż uszy (choć tutaj miałam spore pole do popisu i dorobiłam się co najmniej 10 różnych kawałków metalu, z których 3 do dziś nie umiem wyjąć i tak sobie ze mną żyją). Piercing na twarzy czy, dajmy na to, w pępku pozostał więc w sferze marzeń i wydaje mi się, że już z niej nie wyjdzie, bo najwyraźniej przegapiłam odpowiedni na to czas.

Polityka

Ostatnio babcia wspominała ze śmiechem czasy, gdy 5- czy 6-letnia ja ogłaszałam wszem i wobec, jak to zostanę prezydentem i zaprowadzę w tym kraju porządek. Przez te kilkanaście lat konieczność zaprowadzenia porządku stała się jeszcze bardziej paląca, niekoniecznie jednak chciałabym ją brać w swoje ręce, ale o tym, dlaczego odechciało mi się prezydentowania już kiedyś wspominałam. Tak czy siak, dwie dekady mojego życia obfitowały w wiele politycznych i quasi-politycznych pomysłów, wszystkie jednak spaliły na panewce i może dobrze, bo nie wiem czy wytrzymałaby to moja wątła i chwiejna psychika.

tumblr_npzz2k7cZA1u2aztro1_400

Nie wierzcie ludziom, którzy mówią Wam, że na wszystko jeszcze macie czas. Prędzej czy później okazuje się bowiem, że niektóre marzenia i plany też mają swój termin przydatności do spożycia, a potem stają się ciężkostrawne.

Istnieją też takie, które dojrzewają wolniej i czekają grzecznie na swoją kolej. Ale o tych, z którymi nie wyrobiłam się przed dwudziestką, ale zamierzam zdążyć przed trzydziestką opowiem Wam następnym razem…

Reklamy

3 thoughts on “4 rzeczy, których nie zdążyłam zrobić przed dwudziestką, a teraz już mi się nie chce

  1. Iri Sunshine pisze:

    Oj tak, mamy tysiące marzeń, postanowień, ale jest za wcześnie… trzeba jeszcze trochę poczekać… i większość spala na panewce. Najlepiej mieć kasy jak lodu (i dzięki temu nie musieć pracować)- wtedy jest większa szansa na powodzenia:D

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s