Dlaczego nie znoszę kupować butów?

Nie znoszę chodzić na zakupy i nie jest to żadna tajemnica. Jak tylko mogę staram się ratować swoje skołatane nerwy, tak oto w celu uniknięcia napadów paniki i agresji oraz bez zbędnych wyrzutów sumienia, z lubością oddaję się zakupom internetowym. Z internetu pochodzą więc wszelakie części mojej garderoby – od sukienek przez swetry, aż po seksowną bieliznę i trampki. Generalnie mogłabym niemal zupełnie obyć się bez wizyt w sklepach stacjonarnych, centrach komercji i molochach handlu… Mogłabym, ale niestety raz na jakiś czas zdarzają się takie sytuacje, kiedy jakaś rzecz potrzebna jest na cito, na już i na dziś.
Tylko nie wiem dlaczego akurat najczęściej są to…

…buty.

Bo w starych właśnie zrobiła się dziura na palcu i nie wystarczy już założyć czarnych skarpetek, by pozostała niezauważona. Bo niespodziewanie do Polski napłynęła fala upałów, a Ty wciąż pomykasz w kozakach. Bo jutro randka, a jedyne obuwie w jakim ewentualnie możesz wystąpić to skórzane kierpce przywiezione pięć lat temu z Białki Tatrzańskiej.
Powodów jest wiele. Rozwiązanie tylko jedno.
Tak oto lądujesz przed przeszklonymi automatycznymi drzwiami i jak mantrę powtarzasz pod nosem:

Tylko jeden sklep. Góra dwa. 

Po czwartym orientujesz się, że coś poszło nie tak. Po siódmym już wiesz, że jesteś skazana na porażkę. Ale brniesz w to dalej, łudząc się, że to na pewno na projektantów tej o s t a t n i e j marki z o s t a t n i e g o sklepu za o s t a t n i m zakrętem spłynęło objawienie, które pozwoliło im stworzyć właśnie taki model obuwia, o którym marzysz. Albo chociaż takie, w których ewentualnie mogłabyś zgodzić się wyjść na ulicę. Po dwudziestym odwiedzonym przybytku Twoje wymagania znacznie spadają, rosną za to ceny. Zamiast pary balerinek za pięćdziesiąt złotych, po powrocie do domu możesz znaleźć w pudełku kalosze za pięćset. Ale przynajmniej c o ś kupiłaś.
Inna rzecz, że mniej więcej w połowie tej mozolnej wędrówki dotrze do Ciebie, że…

Te idealne i wyśnione buty istnieją tylko w Twojej głowie.

Tak jak białe myszki, wyimaginowani przyjaciele i anioł stróż. Bardzo mi przykro, nie wymyślono jeszcze lekarstwa na głupią nadzieję i wybujałą wyobraźnię. Niestety, Twoje rozczarowanie może być jeszcze większe… Pozwól, że wyjaśnię na przykładzie:
Wymarzyłaś sobie srebrne espadryle? Tak. Srebrne. Nie złote, nie cekinowe i nie z rybią łuską. Po prostu srebrne. Espadryle. Nie mokasyny, nie sandały i nie baleriny. Zwykłe espadryle. Brzmi to całkiem rozsądnie, są pewne matematyczne szanse, że coś takiego już zostało gdzieś na świecie wymyślone. Prawdopodobnie w Chinach, bo tam też od razu zostało uszyte. I chyba niestety już tam zostało, bo w odwiedzanych przez Ciebie sklepach nigdy o takich cudach nie słyszeli. Ale co jest tą kroplą, która przelewa czarę goryczy? Mianowicie w owych sklepach aż mieni się od wszelkiego rodzaju srebrnego obuwia. Srebrnego.W tychże samych sklepach pełno jest też różnokolorowych espadryli. Espadryli. Wiecie tylko jakich nie ma?
Hehe. Właśnie tak, zgadliście.
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…

W pewnym momencie już sama nie pamiętasz, po co przyszłaś do tej dziwnej przeszklonej hali (fajnie, że chociaż klimatyzowanej, dzięki!) pełnej niesympatycznych ludzi. Ledwo widzisz na oczy, słaniasz się na nogach. Jesteś już lekko podłamana, ale wciąż żyjesz nadzieją, że a nuż za tym zakrętem. Że a nuż w tym sklepie.

Już nie patrzysz na szyldy, jednak po zapachu orientujesz się, że właśnie nawiedziłaś dość ekskluzywny sklep z galanterią skórzaną. Beznamiętnie omiatasz półki wzrokiem… Ej! Tam się coś błyszczy, chyba na srebrno.

One tam są…

… szepczesz ze łzami i w oczach i wybiegasz im na spotkanie. Bo są. Wprawdzie trochę inny odcień niż ten wymarzony, noski trochę za szerokie i podeszwa za wysoka… Ale są! Z namaszczeniem bierzesz je do ręki, podnosisz, odwracasz podeszwą do siebie… i zamierasz…

…gdyż są dziesięć razy droższe niż byłabyś w stanie za nie zapłacić.

Wychodzisz zdruzgotana, lecz z silnym postanowieniem, że w takim razie kupisz c o ko l w i e k. Prawdopodobnie będą to trampki typu cichobiegi z sieciówki za cztery dyszki. I co z tego, że po dwóch tygodniach będzie je czuć spaloną oponą, zdechłą myszą i piwnicą Twojej babci. Przynajmniej c o ś kupiłaś.

I nie będzie Ci szkoda ich wyrzucić jak znowu na palcu zrobi się dziura albo pęknie podeszwa.

Reklamy

5 thoughts on “Dlaczego nie znoszę kupować butów?

  1. Rosaline pisze:

    Też nie lubię kupować butów, tym bardziej, że mam twarde postanowienie żeby nie kupować badziewia. Zawsze dobrze się trzymam, tylko na lato jakoś tak odstępuje od tej reguły i kupuje badziewne sandały, bo budzę się gdy potrzebuję ich na już, czyli tak jak Ty. Ale co do reszty jest dobrze, dzięki temu mam w zasadzie po jednej parze różnych butów i nie powiększam kolekcji aż się nie rozlecą, a rozlatują się po kilku latach. 🙂

    Polubienie

    • Klucha Leniwa pisze:

      próbuję nauczyć się kupować na tyle klasyczne i uniwersalne modele, żeby starczały na lata i pasowały do wszystkiego, ale jeszcze długa droga przede mną, aż nabiorę ogłady i przestanę kompulsywnie kupować obuwie, które może i badziewne, ale taaaakie urocze. :3

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s