5 ludzi, przez których w końcu przestanę chodzić do kina

adams_family_cinema

Skupiska ludzkie mają to do siebie, że potrafią skutecznie obrzydzić i uprzykrzyć człowiekowi każdą, nawet najprzyjemniejszą aktywność. Sobotni wypad do Ikei? Daj spokój. Koncert Arctic Monkeys? Jeszcze mi życie miłe. Wycieczka do Morskiego Oka? A weź…

Jednak wisienką na aspołecznym torcie mojego jestestwa, okazały się być… wizyty w kinie.

Na początku myślałam, że po prostu mam pecha; później dopatrywałam się źródeł tego problemu w wybieranych przeze mnie seansach; zastanawiałam się też, na którym szczeblu edukacji dochodzi do tak tragicznych w skutkach zaniechań; na koniec doszłam do wniosku, że to może ja mam zbyt wysokie oczekiwania i ,,kino nie teatr”, nie ma co się tak napinać.

No cóż, nie da się ukryć – kino nie teatr. Ale z pewnością całkiem niezły cyrk.

Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że od kilku ładnych miesięcy, niezależnie od wybranego kina, filmu, godziny seansu i dnia tygodnia, niemal z każdej strony otaczają mnie TACY ludzie?!

Człowiek, który ma telefon

A konkretniej człowiek, który ma telefon niewyciszony, a w dodatku uznał, że świetnym pomysłem na dzwonek będzie jakieś 100 dB rytmicznego białostockiego łupu-cupu. Zazwyczaj jednak pierwsze nieodebrane połączenie wcale, ale to wcale, nie skłania go do refleksji, czeka nas jeszcze co najmniej jedno, aż wreszcie oświeci go na tyle, że postanowi… odebrać i konspiracyjnym szeptem, słyszalnym prawdopodobnie także w sali obok i w barze piętro wyżej, ogłosi:

– Kurwa, nie mogę teraz. W kinie jestem!

Człowiek, który ma prowiant

chicken-cinema

Wszystko jest dla ludzi – nachos z dipem serowym także; nie widzę nic nagannego w tym, żeby do najnowszej części Bridget Jones pochrupać sobie popcorn albo rodzynki w czekoladzie. Jeśli jednak jesteś tym człowiekiem, który na film Powstanie warszawskie przychodzi z szeleszczącą papierową torbą pełną wyżerki z McDonalda, to wiedz, że przez Ciebie gdzieś na świecie umiera panda.

Szkoda tylko, że prawdopodobnie masz to gdzieś, a dokładniej w tym samym miejscu, w którym masz tę daną tragiczną i często prawdziwą historię, komfort współoglądających oraz… pięciometrowego kija, skoro już ktoś bezczelnie (!) postanowił zwrócić Ci uwagę.

Człowiek, który ma pretensje

Bilety za drogie, sala za ciemna, popcorn za ciepły, cola za zimna, a film za długi? Koniecznie i niezwłocznie poinformuj o tym wszystkich obecnych na sali! W najgorszym wypadku zostaniesz zignorowany, w najlepszym – może ktoś wreszcie poleci Ci tanią, przyjemną i całkowicie spersonalizowaną alternatywę dla wyjścia do kina.

Podpowiem… Zaczyna się na IN-, a kończy na -TERNET.

Człowiek, który ma promile

Pół biedy, gdy nagle w trakcie seansu z odległego końca sali dobiegnie mnie znajome pstryknięcie z syknięciem lub brzdęk szklanych butelek. Nie pochwalam, ale zawsze mogło być gorzej… Na przykład, gdy ziejący gorącymi oparami piwa i odpowiednio znieczulony tymże trunkiem delikwent przybywa na seans i rozsiada się wygodnie tuż przy moim boku, by tuż po reklamach zachrapać donośnie i nie przestać aż do napisów końcowych.

Człowiek z zasadami

Kumulacja. W swojej naiwności i dobroduszności wierzyłam, że aż tak źle być nie może… a jednak. Wystarczyło wybrać się pewnego jesiennego czwartkowego wieczoru na Wołyń i koszmar okazał się być rzeczywistością.

Nie wiem jak Was, ale mnie zawsze uczono, że jeśli przychodzimy do kina (bądź teatru) spóźnieni to całkiem dobrą praktyką jest zajęcie pierwszego z brzegu wolnego miejsca i zrezygnowanie z przepychania się do ,,swojego” fotela, zwłaszcza jeśli tak się składa, że znajduje się on na samiutkim końcu danego rzędu. Tej pięknej zasady nie poznał jednak w zamierzchłych czasach swojego dzieciństwa łysy pan w średnim wieku, którego roboczo nazwiemy Januszem, oraz jego towarzyszka, dalej zwana Bożeną; całe piętnaście minut po rozpoczęciu seansu postanowili więc przecisnąć się na ,,swoje miejsca” wraz z całym ekwipunkiem, którego zawartość miałam poznać już za chwilę.

W międzyczasie dane mi było zorientować się, że Janusz niewątpliwie spożywał przed filmem jakiś chmielowy trunek, a w dodatku używa takiej samej wody kolońskiej, jak pewien średnio lubiany przeze mnie nauczyciel z liceum; nie używa za to dezodorantu. Okazało się także, że Bożena ma mu do opowiedzenia coś zdecydowanie nie cierpiącego zwłoki, w czym wyraźnie przeszkadzał jej film; im głośniej i intensywniej rozwijała się akcja, tym głośniej więc musiała artykułować swoje myśli Bożenka.

W końcu film trochę ucichł, a wraz z nim Janusz i Bożenka… Głównie dlatego, że dość ciężko rozmawia się z ustami pełnymi frytek, które przegryza się w międzyczasie hamburgerem i przesiorbuje coca-colą. Po konsumpcji Janusz poderwał się i z właściwą sobie gracją ruszył do wyjścia. Miałam cichutką nadzieję, że może już nie wróci… Wrócił. Tak oto okazało się, że Janusz to człowiek z zasadami, a przynajmniej jedną: żaden Polak po jedzeniu nie zapomni o paleniu.

Kurtyna. A właściwie napisy końcowe.

A w razie, gdyby ktoś powątpiewał w to, że wszystkie moje tegoroczne wizyty w kinie obfitowały w niesamowite wydarzenia i były istną kopalnią inspiracji, załączam ten oto autentyczny screen sprzed paru miesięcy:

kino

A w dzisiejszym seansie towarzyszyły nam ruchome obrazki z takich filmów: The Addams Family & Scary Movie
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s