Nie ma, że (nie) boli

okres3

Regularnie raz w miesiącu budzę się w czwartkowy poranek z silnym bólem w podbrzuszu i mocnym postanowieniem, że tym razem zbiorę się w sobie, poświęcę kilkaset minut swojego mniej lub bardziej wolnego czasu i skrobnę wreszcie tekst, który być może odmieni życie wielu par, małżeństw czy konkubinatów.

Tekst ten w założeniu miał być prostą instrukcją obsługi okresu, w międzyczasie jednak dotarło do mnie, że ile macic tyle przypadków, jeśli więc trafiłeś tutaj w wyniku rozpaczliwych poszukiwań uniwersalnej odpowiedzi na pytanie jak przeżyć w szczęściu i zdrowiu najtrudniejsze kilka dni miesiąca, to muszę Cię zmartwić – wiedza ta oparta jest na doświadczeniu, a nie na wypocinach internetowych mądrali.

Jeśli mimo tak niezachęcającego wstępu nadal tu jesteś, to mogę Cię zapewnić, że dołożę wszelkich starań, żeby krok po kroku zobrazować Ci tę przykrą sytuację. Ostrzegam jednak, że nie wypowiadam się w imieniu wszystkich znanych Ci dziewczyn, żon, sióstr i przyjaciółek, a w swoim własnym. O tak, niniejszym dostępujesz niezwykłego zaszczytu wejścia prosto w moją głowę. Zapraszam.

Przed

Któregoś dnia budzę się rano i, ni z tego ni z owego, mam ochotę na musztardę. Albo kwaśne żelki. Albo coś równie dziwnego, na co zazwyczaj ochoty nie mam. Zanim jednak zdobędę te absolutnie niezbędne artykuły spożywcze, muszę się przecież umyć i ubrać. Z przerażeniem odkrywam, że mimo iż od czterech dni jem na śniadanie owsiankę, piję wodę z cytryną i robię nieco więcej brzuszków niż ten jeden przysłowiowy przy podnoszeniu się z łóżka, centymetrów w pasie raczej mi przybyło, a nie ubyło. Co gorsza, okazuje się, że ktoś (na pewno ten już-nie-taki-Sympatyczny) złośliwie pozmniejszał mi wszystkie ubrania – ba! – nawet buty coś jakby za ciasne. Obawiam się, że jestem tak napuchnięta, że przy mocniejszym podmuchu wiatru uniosę się w powietrze, a jest to tylko jeden z czterdziestu powodów, przez które wolałabym nie wychodzić w ogóle z domu.

okres7

Jestem absolutnie książkowym egzemplarzem PMS – cierpię z powodu niemal wszystkich objawów fizycznych i psychicznych, no może oprócz problemów ze wzrokiem, ale ja z reguły mam dość słaby wzrok, więc mogłam po prostu – hehe – nie zauważyć. Przez kilka dni czuję się więc jak różowiutki balonik napełniony gorącą wodą, którego najlepiej nie dotykać, bo jeszcze wybuchnie. Wybucham z resztą, tak czy siak, mimo że nietknięta nawet palcem, bo ludzkość po prostu nie pozostawia mi innego wyboru.

okres9

Wiem, że powoli zbliżamy się do clou sprawy, gdy zaczyna drażnić mnie sposób, w jaki Sympatyczny pije poranną kawę, a włosy układają się tak źle, że mam ochotę złapać za nożyczki i samodzielnie pozbyć się tego problemu. Może nawet tak też bym zrobiła,  gdyby nie fakt, że moja twarz przypomina aktualnie księżyc w pełni, a krótkie włosy to ostatnia rzecz, która mogłaby jej pomóc.

W trakcie

Tak oto dotrwałam do czwartkowego poranka, niby się budzę, ale czuję się równie otępiała, jak tępy jest ból w moim podbrzuszu. Różowy balonik, którym aktualnie jestem, wciąż jest wypełniony wrzątkiem i nie należy go miętosić, ani nim potrząsać, dodatkowo jednak uszło z niego całe powietrze. Nie mam siły ruszyć ręką ani nogą, co i tak właściwie jest miłą odmianą od chodzenia z bólu po ścianach i zwijania się w konwulsjach, co robiłam regularnie jeszcze parę lat temu. Właśnie dlatego zastanów się dziesięć razy zanim zdecydujesz się powiedzieć, że to przecież nie może aż tak boleć. Uwierz, poleje się krew i to nie ta, o której myślisz.

okres8

Niech o wadze problemu, przynajmniej w dwóch pierwszych dniach, świadczy fakt, że tekst ten miał ukazać się wczoraj, jednak nie byłam w stanie usiedzieć przed komputerem i skupić się przez więcej niż minutę na czymś innym niż mój własny prywatny ból istnienia. Skoro już jesteśmy przy bólu, to nic nie ukoi go lepiej niż cieplutki termoforek. Jak (z pewnością, założę się) mawiała Marilyn Monroe:

Hot-water bottle is a girl’s best friend.

Przyjazna dłoń skłonna do podrapania po pleckach, opatulenia kocykiem i przyniesienia do legowiska niezbędnego pożywienia też jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Jeśli owa dłoń należy do mężczyzny, który nie posiada wcześniejszego doświadczenia z tym tematem, lepiej w porę przyznać się, że jest się regularnie miesiączkującą kobietą, wyjaśnić, z czym ten fakt się wiąże i ustalić standardowe procedury, które pomogą Wam uniknąć takich sytuacji:

okres4

Po

Wszystko, co dobre, szybko się kończy, na szczęście to, co złe też nie zostaje z nami na wieki wieków. Tak oto udaje mi się przeżyć pięć długich dni udręki i szczęśliwie dobrnąć do końca tej krwawej historii. Powoli dochodzę więc do siebie, ciało przyjmuje swój poprzedni (nieco mniej obły) kształt, cycki z powrotem mieszczą się w dłoni, talia wraca na swoje miejsce, a ja staję przed lustrem i wreszcie doceniam to co mam. Czuję się trochę jak Miss Podlasia – może dupy nie urywa, ale nie ma się też specjalnie do czego przyczepić.

okres10

Na zakończenie – krótka historyjka. Pamiętam, jak kiedyś, będąc jeszcze w podstawówce usłyszałam od jednej z nauczycielek, że nie należy afiszować się swoim okresem. Nie do końca wiem, na czym takie afiszowanie miałoby polegać, bo z tego co mi się wydaje, nigdy nie biegałam z podpaską przyklejoną do czoła, a z tamponów nie robię sobie breloczka do kluczy. Straszliwie zapadło mi to jednak w pamięć, mam więc teraz do Was, dziewczęta, jeden prosty przekaz: wielki mi big deal, okres to normalna sprawa!

okres5

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s