Najbardziej spóźniony poradnik prezentowy w Internecie

 ron-xmas

Do Wigilii pozostało mniej niż 24 godziny, a Ty właśnie obudziłeś się z ręką w nocniku i głową pod kocem? Z prezentowymi zakupami jesteś niemal tak spóźniony, jak publikacja tego posta? Nie bój nic, wciąż zdążysz jeszcze skoczyć do Tesco po kartę podarunkową i kule do kąpieli!

Jeśli jednak nieco bardziej zależy Ci na zrobieniu dobrego wrażenia albo po prostu nie chcesz przez kolejne siedem świąt z rzędu znajdować pod choinką trzech par skarpet i tabliczki gorzkiej czekolady, koniecznie czytaj dalej i dowiedz się, co taka leniwa klucha jak Ty, może zrobić, by ratować swój honor. Jak to mówią, lepiej późno niż wcale.

Czytaj dalej

Herbatka prawdy

tumblr_inline_mordlb3VRk1qz4rgp

Mama Kluchy otrzymała jeszcze przed świętami bardzo rodzinny prezent. Dlaczego rodzinny? Był to bowiem jeden z tych prezentów, które obdarowany pozostawia w widocznym i łatwo dostępnym miejscu, a pozostali członkowie rodziny skwapliwie to wykorzystują.

Pudełko wraz ze swą zawartością, którą stanowiło 60 torebek herbaty owocowej w 6 różnych smakach i o 6 zupełnie różnych właściwościach zdrowotnych, stanęło więc w połowie drogi między czajnikiem, a źródłem bieżącej wody. Gdy kilka dni później zajrzałam do środka, moim oczom ukazał się niezwykle trafny portret poświąteczny polskiej rodziny

Czytaj dalej

Dlaczego warto wracać do domu na święta

To, że niespecjalnie lubię święta nie jest żadną tajemnicą. Prawdopodobnie domyśliliście się tego gdzieś w okolicach tego postu. Zawsze myślałam jednak, że Wielkanoc jest odrobinę mniej inwazyjna dla mojego zdrowia niż Boże Narodzenie, wraz ze swoim zakupowo-prezentowym szaleństwem, sztucznym śniegiem na szybach i kolędami w wykonaniu Krzysztofa Krawczyka. Niestety, swoją nadzieją na ładne, ciepłe i wiosenne święta, w które można wymknąć się z domu na spacer, sprowokowałam tylko złośliwą małpę, jaką jest los. Zamiast czerpać energię (potrzebną do przeżycia zmasowanego ataku kurczaków, jajek i pistoletów na wodę) ze słońca mogę co najwyżej zadowolić się śniegiem. Albo wiatrem.

Ale momencik. Żeby nie było, że klucha nie dość, że leniwa to jeszcze wybitnie marudna… Może i rodzinne święta to niekoniecznie mój ulubiony sposób spędzania wolnego czasu, ale jednak przyjazd do rodzinnego domku ma wiele zalet; tyle zalet ile pomieszczeń.

To, co cieszy mnie najbardziej, gdy tylko przekraczam próg łazienki to wizja niekończącej się ciepłej wody. Zrozumie to każdy, kto tak jak ja posiada w swoim słoikowym warszawskim mieszkanku bojler o pojemności wanienki dla noworodka. First world problems – ogolić tylko jedną nogę i umyć włosy, ogolić obie i płukać głowę w zimnej czy w ogóle sobie odpuścić, założyć spodnie i czapkę?

Z kolei w kuchni cieszy inna rzecz – samozapełniająca się lodówka. No dobra, żartuję, ja nie z tych, co wierzą, że w domu mieszkają krasnoludki albo inne aniołki, które w niezauważalny dla zwykłego śmiertelnika sposób pilnują, żeby lodówka nigdy się nie opróżniła, żeby papier toaletowy nigdy się nie skończył i żeby wanna nie porosła rzęsą. W każdym razie, lodówka na pewno nie samozapełniająca się, ale za to na pewno pełna. I zawsze znajdzie się w niej coś dobrego i niekoniecznie będzie to podejrzanie pachnący pasztet spod laski z ogórkiem konserwowym, kupionym omyłkowo zamiast kiszonego.

Studenci zrozumieją. 

I jest jeszcze jedno pomieszczenie, o którym warto wspomnieć. Mój pokój. Wyprowadziłam się z domu (mniej lub bardziej na stałe) mając niecałe szesnaście lat, a że planowałam to nawet wcześniej, mój pokój nie zmieniał się właściwie odkąd skończyłam lat trzynaście. Przekraczam więc jego próg i nadziwić się nie mogę ile skarbów kryje jego wnętrze. Na przykład wczoraj znalazłam w szufladzie biurka kilogram (!) zielonej plasteliny i swoją starą empetrójkę. O istnieniu połowy piosenek dawno już zapomniałam, a niemalże każda budzi w mojej głowie jakieś wspomnienie. To chyba dobra okazja, by napisać znowu o muzyce; być może Soundtrack vol.2 już wkrótce, a pierwszą część możecie przypomnieć sobie tutaj.

W tym miejscu nasuwa się pytanie, co kierowało trzynastoletnią Kluchą
przylepiającą takie rzeczy do ściany swojego pokoju? 

Dobrze czasami wrócić do domu i nacieszyć się drobnymi rzeczami. Dlatego właśnie nawet lubię bycie warszawskim słoikiem z wieloletnim doświadczeniem, gdyż lepiej mieć coś rzadziej i umieć to docenić niż, żeby nam się miało wszystkim w dupach poprzewracać.

Ze szczególną dedykacją dla mojej rodziny
oraz wszystkich słoików świata.

Czytaj dalej