Nie kłóćcie się w autach, czyli rzecz o drogowych palantach

Zwykły poniedziałkowy wieczór w dużym mieście. Jadę sobie warszawskim autobusem linii 180, z nosem przyklejonym do szyby (metaforycznie, bo w praktyce nie odważam się na tak bliski kontakt z żadnym pojazdem komunikacji miejskiej). Jest to podróż długa i nużąca (mogłabym ją przyspieszyć przesiadając się kilkakrotnie, ale jak już po 25 minutach marznięcia na przystanku udało mi się zająć miejsce siedzące w cieplutkim autobusie to nie bardzo widzi mi się ryzykować zmianę tego stanu rzeczy), więc umilam ją sobie kontemplacją tego, co dzieje się za szybą. A najciekawiej oczywiście jest w korku. Można wtedy na spokojnie poobserwować ludzi z sąsiednich autobusów albo z powoli sunących obok aut.

Czytaj dalej